O mnie
- Toshi-chan
- Różowo-włosa dziewczyna. Czarne oczy, 162cm wzrostu, 47kg wagi. Uwielbiam yaoi. Jedyną rzeczą, jaką kocham, są moje gitary i pianino. Skończyłam szkołę muzyczną, do której w sumie nadal uczęszczam. XD Żyję muzyką, posiadam plany założenia zespołu, kiedyś tam. Chciałabym być psychiatrą. Moje trzy największe miłości to Karyu, Aoi i Toshiya. Mam nadzieję że spodobają wam się moje opowiadania. GG : 39198527.
sobota, 15 czerwca 2013
powrót.
Otóż, czekajcie z niecierpliwością do jutra, ponieważ mam zamiar coś wstawić. Uh, zapoczątkuję też systematyczność.
poniedziałek, 18 marca 2013
Versatile Blogger Award.
Cóż, nie wiem zbytnio, co mogę powiedzieć. Podziękowałam już, ale chyba wypada mi zrobić to jeszcze raz. Dziękuję bardzo Reili, za nominowanie mnie do nagrody. Mowa mianowicie o : http://alicenine-gazette.blogspot.com/2013/03/the-versatile-blogger.html. Muszę przyznać, że czuję się trochę głupio. Moje pierwsze yaoi nie miały poziomu, naprawdę. Kiedy już myślę, że w pewnien sposób potrafię pisać coś "w miarę", to nie mam na to za dużo czasu....za co z kolei chciałam przeprosić. Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości zaaranżuję sobie więcej czasu i przybędzie mi dużo znaczących chęci. W każdym razie, jestem zaszokowana. Mimo tego, że tak rzadko tu coś wstawiam, to są w tym wyimaginowanym świecie osoby, które mimo wszystko o mnie pamiętają. Dziękuję za tą pamięć, za każde wejście, za komentarze, za otuchę, za nominację, za to, że dzięki tym osobom nie tracę chęci, mimo mojego lenistwa i nauki. Cóż, wydaję mi się, że teraz powinnam wstawić 7 faktów dotyczących siebie, co robię niechętnie, ale muszę. Dla was. No więc, zaczynamy :1. Czuję się uzależniona od różowych włosów.
2. Chodzę do Szkoły Muzycznej, I s. już ukończony.
3. Moją inspiracją jest gitarzysta MiA z zespołu MEJIBRAY.+ Naprawdę podziwiam Kaoru i Karyu.
4. Znajomi często nazywają mnie Tsu, Tsuzu.
5. Często płaczę na tandetnych filmach, bo mam słabość do takich kiczowatych scen. Podobnie często płaczę na przy oglądaniu teledysków i koncertów, również na koncertach, podobnie przy czytaniu wierszy; tekstów piosenek.
6. Żeby się odprężyć, gram Beethovena, bądź sięgam po mojego elektryka.
5. Nigdy nie przestanę cierpieć z powodu zespołu D'espairsRay. + hide jest tylko mój, pamiętaj. x3
7. Mam problemy z określeniem samej siebie. Nie uważam się za wyjątkową, ani nic z tych rzeczy. Mam problemy z dogadywaniem się w społeczeństwie. Często przytłaczam ludzi moimi pytaniami. Lubię pomagać, dlatego się od nich różnie, jeżeli o to chodzi. Potrafię bardzo łatwo łamać się z błahych powodów, jednak staram się tego nie okazywać. Nie umiem określić mojej orientacji. Nie żyję dniem, lubię planować. Kocham jeździć na koncerty. Mam bardzo ograniczoną liczbę przyjaciół.
Cóż, postaram się nominować kogoś w jak najkrótszym czasie.
~Całuski, Toshi
niedziela, 10 marca 2013
"Defective Tragedy" - Uruha x Aoi ~część 1~.
Od autora ~ Toshi-chan
Ochota na taki klimat wzięta z jednego opowiadania. Jakiego? Nie pamiętam.
Do szczęśliwych to opowiadanie nie należy, ale cóż, tak wyszło. Pierwszy raz robię "podział na rolę", bo chciałabym, aby od początku każdy miał świadomość, kto z nich, co rozmyśla.
Po za tym, zauważyłam, że zawsze robię z Uruhy kogoś..."złego".
Ostrzeżenia : wulgaryzmy, ostre sceny erotyczne, psychodeliczne zachowanie bohatera, w sumie, to dwóch [ nie wiem, jak to nazwać ._.], obrzydliwość sama w sobie.
Dozwolone od lat : 18 [chociaż sama tylu nie mam XD]
Życzę miłego
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
[PROLOG]
~{Aoi}~
Powiem szczerze, że to straszne...Jesteś tu? Nie ma cię? To boli...dlaczego skóra ludzka jest aż tak wrażliwa, kochanie?...Jesteś tu, "cokolwiek, to jest"?...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
~[Uruha]~
Kolejna próba, a go nie ma. O co chodzi? O co chodzi, Yuu? Dlaczego tak się zachowujesz? Straciłeś ambicję? Nie, w końcu to ty, Shiroyama, ty tak łatwo się nie poddajesz, prawda? Więc skąd...skąd ta słabość, Aoi? Skąd ta słabość w Twoim głosie, kiedy Cię widzę, dlaczego tak się dzieję? Chyba zadaję za dużo pytań, bez odpowiedzi. Cóż. Próba już minęła, nikt zbytnio dużo o tobie nie wspominał, chyba przyzwyczaili się, że czasami, masz takie dni, kiedy po prostu nie przyjdziesz. Nic o tym nie mówisz, każdy też nauczył się już o to nie pytać, według twojej woli. Ale jak oni mogą o to nie pytać? Fakt, sam to robię, ale mimo wszystko, w mojej głowie dzieję się dużo, tymczasem reszta Gazetto, żyję beztrosko jak zwykle.
Nie to, że się o Ciebie martwię. Po prostu dziwie się, że banda Kaia jeszcze nie zrobiła dramatu z coraz częstszych braków naszego kochanego gitarzysty.
Przecież wiesz, ze tego typu osobą, która się martwi, nie jestem. Nie obchodzą mnie uczucie Twoje i to, co się u Ciebie dzieję. Tak, Shiro, jestem zimnym skurwysynem i jeszcze nieraz da Ci się to we znaki. Na przykład jutro, słodki.
~{Aoi}~
Nie, nie było mnie. Powiem szczerze, że wyszło tak a nie inaczej, z tych powodów, co zwykle w takich sytuacjach. Ale cóż, jutro ma przyjść Shima, powinno być lepiej, prawda? Tylko muszę teraz jakoś ukryć "to". Cóż, ciężko będzie, ale nauczyłem się z tym żyć,od pewnego czasu. Bardzo go lubię, tak w ogóle. Ma ładny uśmiech, ciekawie się zachowuję i powiem szczerze, że cieszę się, że jest często przy mnie, to po prostu mój kochany Uru, na którego zawsze mogę liczyć, mimo, że on cały czas zaprzecza tego, że troskliwy jest, jak i czasami "straszy mnie", że zrobi mi coś w nocy...Głupek z niego, prawda? Muszę jakoś przygotować się na jego wizytę, tak czy siak. Postaram się być mimo mojego "problemu" miły, dla tego zboka, bo zawsze mi pomaga.
~[Uruha]~
Ciekawe.
Naprawdę ciekawe, jak to się potoczy. Co ten nasz seksowny kotek wymyśli? Och, żeby tylko nie miał żadnej nadziei, czy coś. Lubię go, ale niesamowicie mnie pociąga. Więc, to chyba będzie główny cel mojej "miłej" wizyty. Muszę w sumie zadbać o bezpieczeństwo, w takiej sytuacji, nie chcę przecież znowu wylądować w...A, zresztą. Muszę jeszcze zabrać parę swoich zabaweczek, nieprawdaż?
~{Aoi}~
Cóż, stwierdziłem, że chyba wypadałoby się w coś ubrać.
Mówiąc "w coś" miałem na myśli pójście na zakupy i wydanie sporej ilości kasy, na dodatki, kosmetyki i kilka bluzek.
Chyba wypadałoby chociaż trochę przystroić salon, prawda? Podobno prawdziwe "męskie spotkania" odbywają się na podstawie oglądania meczu, siedzenia w przepoconych dresach i picia piwa. Cóż, za dresami nie przepadałem, pić miałem zamiar wino, a co do meczów, to...znajdziemy inny temat.
Tak więc, kupiłem już wino. Najdroższe, czerwone...
~[Uruha]~
Czy jestem złym człowiekiem? Nie sądzę. Po prostu chcę mieć ciekawe życie. A definicją ciekawego życia jest niebezpieczeństwo i adrenalina, prawda? Wiążę się też w pewnym sensie z przyjemność, tak zakładam. Więc...nie jestem zniesmaczony moimi zamiarami. Wręcz przeciwnie. Szykuję się ciekawa noc, dla mnie, jak i samego różowo-włosego. Cóż, moje zabaweczki są już gotowe i spakowane. Jutro nie ma próby, więc myślenie o ubiorze na teraźniejszą chwilę, sobie podaruję. Ciekawe, jak odstawi się moja laleczka. Piękna laleczka, fakt. Ciekawie, czy tej nocy też będzie taka spokojna i stonowana w okazywaniu uczuć...
~{Aoi}~
Dzisiejszy dzień rozpoczął się słonecznie. Po słabo przespanej nocy, słońce dodawało mi energii. Uruha już niedługo miał się u mnie zjawić.
Wstałem z łóżka, przemierzyłem dość ozdobną sypialne i udałem się wpierw do bogato wyposażonego salonu, z miękkim puchatym dywanem~,wprost do świeżo wyremontowanej kuchni, z najnowszymi sprzętami elektronicznymi, jak i pięknymi kafelkami. Wyjąłem jednak najzwyklejszy nóż kuchenny, którego srebrne ostrze początkowo spotkało się z moim wrażliwym narządem smaku.
Czerwony kolor jest jednak brudzący, pomyślałem.
niedziela, 3 lutego 2013
Dobra nowina!
Szykujcie się nie dwa nowe opowiadania. Mianowicie Toshiya x Aki (Sadie) i kolejne (dużo lepsze już, można powiedzieć, że wersja "ulepszona") UruAoi, nieco obrzydliwe, ale tak mnie naszło. Już niedługo się pojawią. ^.~
"Pride" - Kaoru x Die, część ~2~.
Znalazłem się przed budynkiem szkoły, dysząc ciężko.
Kaoru, Kaoru...gdzie jesteś, mała cholero?..Cóż, najwidoczniej nie zdążyłem. Chyba czas znów wrócić samotnie do domu. Jak zawsze, Andou, jak zawsze...
Chcąc, nie chcąc, powlokłem się do starego, niedużego bloku, mając nadzieję, że spokój znajdę jedynie przy mojej ukochanej.
- Wróciłem. - rzuciłem szybko, starając się nawet nie wnikać, co właśnie robi moja matka z moim ojcem, w salonie, przy zamkniętych drzwiach i głośnych jękach...Jezu...jakby przynajmniej nie mogli sobie akurat dzisiaj darować. Co do moich uczuć, w stosunku do Niikury...cóż, imponował mi. Swoim wyglądem, swoją grą, swoją dostojnością, swoim temperamentem. Nie znałem go dobrze. Mogłem tylko go obserwować...szczególnie piękne ramiona...ZARAZ, ZARAZ. Andou...Ciebie już kompletnie popierdoliło!? Nie jesteś żadnym jebanym pedałem...
Rzuciłem się na łóżko, mając nadzieję, że myśli o nim odejdą same.
17:00.
18:00.
19:00.
Myśli nie odeszły. Coraz bardziej to wszystko zaczęło mnie przytłaczać. Ale jest moja ukochana. Jedyna, piękna, czer...CO KURWA!? GDZIE ONA JEST!? G D Z I E O N A J E S T, DO CIĘŻKIEJ CHOLERY!? Zostawiałem ją tu...dzisi...nie, nie...to nie może być...
- Mamo!
- Słucham, Daisuke?
- Czy łaskawie skończyliście się już pieprzyć!?
- Dai, opanuj się...
- Jak mam się kurwa opanować!? Gdzie jest...gdzie ona jest!?
- Jaka "ona"? Wyrażaj się jaśniej, dziecko.
- Moja gitara, kurwa! Czerwona gitara ESP...gdzie ona jest...
- Oddałam dziecku sąsiadów.
- ...powiedz, że żartujesz...
- Nie, nie żartuję. Całe dnie spędzałeś przy tym gracie, nawet nie raczyłeś się ruszyć do jakiejś roboty... Po za tym, nie moja kasa na nią poszła, tylko Twoja, więc co mi za różnica...
-...
Wybiegłem z tego burdelu. Wybiegłem. Nie panowałem nad sobą. Ona ją oddała!? Moją gitarę?..moją jedyną, ukochaną, na którą tak pracowałem, przez całe wakacje...Boże. Zacząłem pukać jak opętany do drzwi tych pierdolonych sąsiadów, mając nadzieję, że otworzą. Jak małe było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem 14 letniego gówniarz, trzymającego w ręku moją ukochaną.
- Oddaj to. - powiedziałem bez żadnego przywitania, oschle, bez żadnych emocji, z zimnym wzrokiem, wpatrzonym w jakże irytującego mnie dzieciaka. Nie zareagował.
- Oddaj to, kurwa! Ogłuchłeś, smarkaczu!? - przez chwilę, miałem wrażenie, że nie wytrzymam i rzucę się na tego dzieciaka z rękoma. No ale cóż, na ironię, nadeszła jego jakże ohydnie prezentująca się matka.
- Dlaczego krzyczysz na moje dziecko, nieudaczniku?- powiedziała, ze stoickim spokojem wpatrując się we mnie, bardzo irytującym i wyczekującym wzrokiem.
- Spokojnie, mamo. Ten pedał nawet boi się mnie dotknąć, nic by mi nie zrobił. - dorzucił swoje, 14-latek.
- Przepraszam bardzo, ale nie jestem, ani pedałem, ani nieudacznikiem. A teraz niech Pani wybaczy, ale przyszedłem po to, co moje. A ten Pani gówniany synek, niech lepiej siedzi cicho. - zwinnie odebrałem moją gitarę dzieciakowi, który dopiero po chwili zorientował się, co się stało. Dobrze, że matka miała oddać im wzmacniacz później i nie musiałem sobie robić większego problemu, z odebraniem mojej własności.
- Nie nauczyli Cię, że prezentów się nie odbiera?
- Dali wam to bez mojej wiedzy, taki prezent się nie liczy.
- Oj chłopcze, skończ już. - kobieta próbowała odebrać mi gitarę, dopiero kiedy uderzyła mnie w polik z otwartej ręki straciłem na sekundę panowanie nad sytuacją, podczas której moja gitara została mi odebrana a drzwi przede mną brutalnie zatrzaśnięte. Złapałem się za piekący policzek. Cóż, teraz tylko bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że mieszkami w niejakim patologicznym osiedlu, co w sumie wcześniej dawało się we znaki. Waliłem w drzwi, z całej siły. Nikt nie otwierał. No ale, nie nie myślą, że poddam się tak łatwo.
- Jeszcze tu wrócę! - wykrzyczałem jeszcze w stronę mieszkania, zanim udałem się na schody, które prowadziły, razem z drzwiami, na wolną, świeżą przestrzeń. Znalazłem się tam jak najprędzej, chcą trochę ochłonąć. I wtedy właśnie, właśnie wtedy...zobaczyłem...zobaczyłem go. Szedł jak zwykle dumny i wyprostowany z włosami powiewającymi na wietrzę. Kaoru...ach, Kaoru...Przestań, Die, bo zaczynasz znowu zmieniać orientację...uśmiechnął się do mnie. Tak, Kaoru, uśmiechnął się do MNIE. Aż nie mogłem uwierzyć, co pewnie bardzo dobrze opisywał mój jakże dziwny w tej chwili wyraz twarzy. Szybko otrząsnąwszy się, odpowiedziałem, takim samym, może nawet zbyt przesadzonym uśmiechem. Aż boję się wiedzieć, jak wyglądałem w danej chwili.
Kaoru, czym mnie jeszcze zaskoczysz?
"Pride" - Kaoru x Die, część ~1~.
Zawsze go widziałem. Czułem, jak jego zimne, ciemnobrązowe tęczówki podążały za mną. Czasami miewałem chwile wahania, czy aby na pewno postawić krok w kierunku celu, do którego miałem się udać. Sala 154? Zresztą, co za różnica...i tak byłem już sporo spóźniony na pierwszą godzinę lekcyjną, czy pójdę do sali, czy dam sobie spokój i tak wyląduję w tym samym miejscu. Jedak to, że on jest wszędzie nie dawało mi spokoju.
- Andou, do jasnej...! Dlaczego musisz sobie niszczyć swoją przyszłość!? Ile razy mam Ci powtarzać, że życie to nie zabawa, a szkoła to nie nic nie znacząca rzecz!
- Jasne. I co teraz? Zadzwoni Pan do moich rodziców? Będzie Pan słuchał bełkotu mojego najebanego ojca!? Co to Panu da...
- Daisuke, jak Ty się wyrażasz! Ostrzegam Cię że Twoje zach...
Trzask.
Po prostu zamknąłem drzwi i wyszedłem. Nie miałem ochoty dłużej słuchać wywodów tego starego dziada, dosyć miałem już problemów. Druga klasa liceum... śmieszne.
- Cześć, Die! - rzuciła Aiko przechodząca po drugiej stronie korytarza.
Szczerze powiedziawszy, zaczynała mnie wkurwiać. Co jak co, ale do ludzi, których łatwo zadowolić to ja nie należę, nie odpowiedziałem jej, tylko wyciągnąłem najsłabszą fajkę jaką przyszło palić facetowi i zaciągnąłem się, jak to robiłem, kiedy byłem...zdenerwowany.
- Znowu się tak zachowujesz? Och Die, kto zna Cię lepiej niż ja...mów od razu o co chodzi. - powiedziała z wielkim uśmiechem, kładąc rękę na moim ramieniu.
- Daj mi spokój.
- Daisuke, proszę Cię. Chodź, pójdziemy gdzieś, pogadamy...najl...
Resztę jej słów zignorowałem, bo znów go zobaczyłem. Szedł wzdłuż korytarza, wyprostowany, dumny, z gitarą, widywaną tylko przez nielicznych. Jego fioletowe włosy opadały mu delikatnie na idealną twarz, o męskim zarysie. Mimo tego, że jego oczy zdobił makijaż, podobnie zresztą jak moje, wydawał się być niczym prawdziwy przykład męskości. Dominujący, dumny lew, o fioletowej grzywie. Już dawno wyszedł ze szkoły, ale jakoś umknęło mi to i nadal myślałem o jego dominującej postawie, kiedy Aiko wyrwała mnie z zamyślenia.
- Die, człowieku, zaciąłeś się, czy co?..Tak, wiem. Niezły jest. W końcu co się dziwić, wszystkie laski lecą na Niikurę, ale on jakoś, "wielki pan" wydaję się nikim nie zainteresowany... No cóż, ja wolę mojego czerwonowłosego!
- Niikurę? - mogło się wydawać, że było to jedyne słowo, z jej wypowiedzi, na które zwróciłem uwagę.
- Taa...Niikura. Kaoru. Kaoru Niikura. - szybko skleiła swoją wypowiedź w miarę logiczną całość.
- Kaoru...Dobra, dzięki Aiko, do zobaczenia!
- Cze-e..ść. - powiedziała zawiedzionym tonem, jednak olałem ją.
Wybiegłem ze szkoły mają nadzieję, że jeszcze uda mi się dogonić...Kaoru? Tak, to chyba jego imię.
UWAGA XD
Aktywność bloga wznowiona! Na pocieszenie powiem, że mój styl pisana chyba się poprawił XD, więc mam nadzieję, że moje opowiadania będą lepsze. Na początek mam dla was 3, no prawie 4 nowe opowiadanie. ^ ^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)